[ Pobierz całość w formacie PDF ]
śmierć. O dziwo nie zobaczył jednak żadnych okien, za to drzwi zaczęły się otwierać. Chłopiec ruszył biegiem, pędził na oślep tak samo jak pierwszego dnia, kiedy starał się dotrzymać kroku Rolly emu Sturgeonowi. Przedzierał się przez krzaki na skraju lasu, aż wreszcie jego mózg zdołał zarejestrować fakt, że znalazł się wśród drzew. Biegł dalej, odsuwając z drogi gałązki wierzb, a pędy jeżyn drapały mu ręce, nogi i piersi. Był tak nieprzytomny, że mógłby tak biec bez końca. Aż w końcu potknął się o leżącą kłodę i upadł jak długi. Cisza. Dopiero w momencie, gdy się zatrzymał, Luke uświadomił sobie, ile hałasu robił do tej pory. Był głupi. Teraz leżał z twarzą wtuloną w mech i paprocie i czekał, aż ktoś złapie go, skrzyczy i ukarze. Nic się nie wydarzyło, a poprzez szum własnego pulsu Luke słyszał tylko śpiew ptaków. Po czasie, który wydał mu się nieskończenie długi, odważył się ostrożnie podnieść głowę. Drzewa ponad nim tworzyły sklepienie - uwagę chłopca przykuł szybki ruch, ale to tylko wiewiórka skakała po gałęziach. Gałęzie kołysały się, ale jedynie dlatego, że poruszał nimi wiatr. Luke powoli wycofał się z powrotem w kierunku szkoły, aż w końcu, skulony w krzakach, mógł się przyjrzeć budynkowi. Nie zauważył żywej duszy. Popatrzył na drzwi, które uchyliły się znowu odrobinę, i znieruchomiał przerażony, ale drzwi zaraz przymknęły się z powrotem. Przymknięte, uchylone, przymknięte, uchylone powoli - zupełnie jakby szkoła oddychała tymi drzwiami. Luke nagle zrozumiał, że nikt ich nie otwierał; to był tylko wiatr albo podmuch powietrza, kiedy przechodzili koło nich chłopcy. Wychylił trochę dalej głowę, żeby zobaczyć całą ścianę szkolnego budynku. Po raz pierwszy uświadomił sobie, że ściana zbudowana była od góry do dołu z litej cegły, bez ani jednego okna. Jak to możliwe? Luke spróbował przypomnieć sobie wszystkie pomieszczenia, w których przebywał od chwili przyjazdu do Hendricks, i rzeczywiście - nie umiał sobie przypomnieć żadnego okna. Nawet pokój, który dzielił z Szakalem i jego podwładnymi, był pozbawiony okien. Jakim cudem wcześniej tego nie zauważył? Po co ktoś miałby budować tyle pozbawionych okien pokoi? Nagle Luke poczuł, że to go w ogóle nie obchodzi. Nie było okien, nikt nie wyszedł przez drzwi, a to znaczyło, że jest bezpieczny. - Mogę teraz przeczytać wiadomość! - powiedział i roześmiał się. To było dziwnie ekscytujące, że mógł słyszeć swój własny głos, nie bojazliwy i jąkający się głos fałszywego Lee, ale głos Luke a. - Przeczytam ją w tamtym miejscu! - powiedział dla samej przyjemności mówienia. - Nareszcie! Wszedł głębiej w las i usiadł na tej samej kłodzie, o którą się wcześniej potknął. Powoli, z namaszczeniem wyciągnął z kieszeni karteczkę z wiadomością od taty Jen. Teraz dowie się wszystkiego, co będzie mu potrzebne. Rozłożył karteczkę, wytartą od częstego dotykania, kiedy przekładał ją po kryjomu z kieszeni jednych spodni do innych. Wpatrywał się w nią, starając się odczytać gryzmoły pana Talbota. Na karteczce znajdowały się tylko dwa słowa: Dostosuj się. ROZDZIAA SMY - Nie! - wrzasnął Luke. To było wszystko?! Dostosuj się ? Co to niby miała być za rada?! Luke potrzebował pomocy, czekał na nią od tygodni. - Liczyłem na pana! - wrzasnął znowu Luke, nie dbając o to, kto może go usłyszeć. Litera D w słowie Dostosuj zaczęła mu się rozmazywać przed oczami. Desperacko odwrócił kartkę na drugą stronę, mając nadzieję, że tam znajdzie coś więcej, może właśnie prawdziwą wiadomość. Ale karteczka po drugiej stronie była czysta - trzymał mały, obszarpany skrawek papieru, zwykły podniszczony strzęp. Nawet matka, która oszczędzała wszystko i wykorzystywała ponownie każdą kopertę, bez namysłu wyrzuciłaby taki bezużyteczny papierek do śmieci. A Luke wszystkie swoje nadzieje pokładał w tym maleńkim kawałku niczego. Zbyt rozwścieczony, żeby widzieć wyraznie, przedarł karteczkę na pół, potem na cztery i na osiem części. Darł ją dalej, aż w końcu strzępki zrobiły się maleńkie jak pył, niemal niedostrzegalne, a wtedy cisnął nimi tak daleko, jak zdołał. - Nienawidzę pana, panie Talbot! - krzyknął. Jego głos odbił się echem od drzew, zupełnie jakby las śmiał się z niego. Możliwe, że o to właśnie chodziło panu Talbotowi, kiedy tamtego pierwszego dnia wsunął Luke owi karteczkę. Chłopiec mógł sobie wyobrazić, jak pan Talbot śmieje się w kułak, wyjeżdżając z Hendricks, w którym go zostawił. Pewnie uważał, że to świetny dowcip, upchnąć głupiego wiejskiego chłopaka do snobistycznej szkoły dla notabli i powiedzieć mu: Dostosuj się .
[ Pobierz całość w formacie PDF ] zanotowane.pldoc.pisz.plpdf.pisz.plalternate.pev.pl
|